Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2013

Są takie dni...

Takie dni, kiedy człowiek zastanawia się, po co w ogóle wylazł z wyrka i kiedy wszystko, czego się dotknie okazuje się katastrofą. Cóż, dzisiaj właśnie taki dzień ma Driada... więc wcale się nie zdziwię, jeśli z jakiejś przyczyny nie uda mi się wrzucić tego posta :P

Najpierw wysłałam paczkę z rysunkami do wydawnictwa (robię ilustracje do magazynu dla dzieci) i po pół godzinie przyszła odpowiedź, że moja wersja ichniego stworka jest za mało stworkowata i że muszę go poprawić :( Szkoda, że nikt nie powiedział tego osobie, która rysowała stwora do zeszłego numeru :P

Potem zabrałam się za bieżące rysunki - bo deadline zbliża się nieubłaganie - i już po godzinie zawiesił mi się Corel - straciłam całą godzinną pracę, bo system uznał, że nie jest w stanie tego zapisać, nawet w trybie awaryjnym. Wiem, mea culpa - trzeba było wcześniej samemu zrobić zapis.
Zaczęłam więc jeszcze raz zapisując zmiany co pięć minut. I całe moje szczęście, bo Corel zawiesił mi się drugi raz robiąc dokładnie to samo, co wcześniej. Nie straciłam na szczęście dużo...

Postanowiłam zrobić sobie jednak przerwę i poszłam przeprać namoczone wcześniej rzeczy. Dopiero jak wieszałam wszystko na sznurku, zauważyłam że moja CAŁKIEM NOWA I ZAŁOŻONA TYLKO RAZ bluzeczka dostała plam. Okazało się, że zafarbowały... czarne similki z aplikacji na przodzie bluzki :( Teraz zastanawiam się, czy:
a) iść do sklepu i opierniczyć wszystkich z góry do dołu za jakość produktu oraz żądać zwrotu pieniędzy, czy...
b) iść do tegoż sklepu i kupić sobie drugą taką samą bluzeczkę, a potem prać ją z najwyższą ostrożnością...
Sama nie wiem... A taki ładny ciuszek był :(

Z tego wszystkiego popadłam w czarną rozpacz, omal nie skasowałam sobie komputera - mojego jedynego narzędzia pracy. Tylko rzeczy martwe potrafią doprowadzić mnie do takiego stanu - bo jak na nie nakrzyczę, to się nie przejmą, a jak nimi rzucę o ścianę, to wprawdzie trochę mi ulży, ale tylko na krótko, jak do mnie dotrze, ile teraz kasy muszę wydać na nowy sprzęt/rzecz.

Niemniej, coś mi jednak wyszło! Obiad mianowicie! Zniechęcona porażkami polazłam do kuchni i zrobiłam sobie omlet - taki puchaty, biszkoptowy, a na to były warzywka gotowane na parze i... niebo w gębie - własnoręcznie przyrządzony sos czosnkowy *__* IT MADE MY DAY! I wszystko zjadłam sama!
...ale jak ktoś chętny, to następnym razem zrobię więcej i się podzielę ;)

Z ostatniej chwili - fatalizm mnie nie opuszcza - blog staje okoniem :P

Staram się zachować spokój... może to tylko przejściowe problemy spowodowane odpaleniem Photoshopa na moim sponiewieranym komputerze...

Ach, gdybym miała kota... Bo koty są dobre na wszystko!

Copyrights © orangeblue, wiersz umieszczony za zgodą autorki, przewspaniałej pani Agnieszki Frączek!
Tymczasem robota w polu :P i muszę się za nią wziąć.

sobota, 21 lipca 2012

Portfolio on-line

Tak. W końcu zebrałam się na odwagę i utworzyłam sobie konto na deviantART, gdzie postanowiłam wrzucać wszelkie przejawy mej twórczości. Przynajmniej tej profesjonalnej i poważnej, z której czerpię jakieś korzyści. Zapraszam do oglądania i ewentualnego komentowania na:
http://el-te.deviantart.com/

Póki co są tam same rzeźby. Jednak zamierzam powoli, acz systematycznie uzupełniać archiwum moich prac.

P.S. Te mniej profesjonalne i poważne dzieła moje też zamieszczę - na alternatywnym koncie (które obecnie jest puste, więc na razie nie podam adresu).

piątek, 22 czerwca 2012

Write George, write like the wind!

Kochani! Muszę się z wami podzielić tą piosenką! Kto czyta sagę Martina o Westeros na pewno zgodzi się z każdym słowem w niej zawartym :D



A z zupełnie innej beczki... Mam ochotę skasować ostatni post :( Ten projekt okładki jest tak żenujący... że brak mi słów. Teraz po kilku zmianach i poprawkach wygląda lepiej, ale póki nie będę pewna w stu procentach ostatecznego wyglądu, nic nikomu nie pokażę >.<

środa, 18 kwietnia 2012

Ot, tak sobie piszę...

Bo cóż tu robić? To sobie popiszę ;)

Nie wiem jak wam, ale mnie się strasznie nie podoba nowe "międzymordzie" (tj. interface xD) naszego bloga. Nie umiem się tu w ogóle połapać... Napisać post - owszem. Wyświetlić własny blog, sprawdzić statystyki itp. - jak najbardziej, ale niech mi ktoś powie jak się dostać na tę stronkę z przeglądem postów obserwowanych blogów?????
Jestem ciekawa, czy ktoś im tam w bloggerze robił profesjonalne badanie użyteczności strony internetowej. Hehehe... zabrzmiało pro, co? Miałam okazję być kiedyś na wykładzie na ten temat. No więc, widzę tu rażące problemy z nawigacją na stronce :P A może ja już się internetowo uwsteczniam? Może ktoś mi teraz sypnie garścią porad pod tytułem: "to przecież tak banalnie proste, ja nie rozumiem, jak mogłaś tego nie znaleźć?!?!".

A z zupełnie innej beczki. Niedawno zakończyłam tłumaczenie czwartej serii Natsume Yuujinchou~! ^^ Niewtajemniczonych informuję, że to przemiłe anime o chłopcu, który widzi youkai (te wszystkie japońskie duchy, duszki, bóstwa i bóstewka), a do tego odziedziczył po swej babce - Reiko - Księgę Przyjaciół zawierającą imiona wszystkich youkai, które ona swego czasu pokonała. Oczywiście, Księga jest rzeczą niezwykle cenną i to zarówno dla ludzi (głównie egzorcystów, zajmujących się wypędzaniem i unicestwianiem "sił niczystych") jak i dla youkai, ponieważ daje władzę nad tymi wszystkimi stworzeniami. Jednak Natsume postanawia wielkodusznie zwrócić imiona ich prawowitym właścicielom. W misji tej wspiera go (niejako) Nyanko-sensei - potężny youkai zaklęty w postaci kota szczęścia. Wstępnie Nyanko umawia się z Natsume, że w razie niepowodzenia jego misji i śmierci, on przejmie Księgę, lecz z odcinka na odcinek widzimy, jak między nimi zacieśnia się więź. Oczywiście, nie przeszkadza do Senseiowi wyżywać się na biednym Natsume ilekroć Księga staje się cieńsza o kolejną stronicę.

Oto Natsume Takashi z Księgą Przyjaciół, Madara (Nyanko-sensei) w swej pięknej formie kota szczęścia, dwaj egzorcyści - Matoba (po lewej) i Natori (po prawej, z jaszczurką na twarzy, która nota bene też jest youkai). A wyżej Taki i Tanuma - przyjaciele Natsume ze szkoły, oraz na samej górze - Natsume Reiko (a raczej jej duch).

A tu Natsume oraz Madara w swej prawdziwej "milusiej i mechatej" postaci ^^

Dwóch Natsume?! Nie dajcie się zwieść, tylko ten po prawej jest prawdziwy. Ten po lewej to tak naprawdę Nyanko-sensei. Hehehehe... wygląda jak wujaszek samo zuoooo! xD

P.S. Nie wiedzieć czemu, zdjęcia nagle zniknęły z posta (pewnie Sensei je zeżarł, jak nie patrzyłam). Odświeżyłam więc posta i dodałam bonusowy obrazek.

 Ech, tyle fajnych obrazków z Natsume, że musiałam dać kilka ;) Wszystkie pochodzą ze strony animepaper, na której można znaleźć wiele artów z anime oraz fanowskich tapet na pulpit.

No a wracając do tematu - tłumaczenie skończone i w końcu mogę trochę odetchnąć ^^ ...w oczekiwaniu na kolejną serię Natsume xD O ile kiedyś wyjdzie... a wszyscy mają nadzieję, że tak. Zadziwiające, jak wielu ma fanów anime, które nie może się pochwalić żadnymi super-hiper broniami czy wygogolonymi licealistkami a jedynie wrażliwym nastolatkiem i jego wiecznie nienażartym kotem. O_o

Tak więc, leżę sobie i odpoczywam, nienękana (póki co) żadnymi terminami, projektami (ale nie za długo i nie chodzi o anime, ale o tym cicho sza ;) ) i słucham muzyki... A muzyka jak zwykle jest dziwna, nietypowa i z Japonii xD Tym razem to soundtrack z gry Square Enixu - NieR. W grę nie grałam, ale muzyka jest godna polecenia (jeśli ktoś lubi te klimaty). I tym optymistycznym (choć z racji na muzykę, nieco melancholijnym) akcentem kończę niniejszy post :D

NieR - Song of Ancients (Fate). Zagadka za 100 punktów - w jakim języku śpiewana jest ta piosenka? :D



NieR - Grandma (kto zna francuski??? Google milczy, jeśli chodzi o teksty :'( )


NieR - Snow in Summer.


P.S.... Doceńcie mój wysiłek włożony w reload obrazków O__o Podczas tej - wydawałoby się - niewinnej ingerencji omal nie skasowałam sobie połowy postu wraz z obrazkami i filmikami, a później, gdy już udało mi się odzyskać dane, wszystko poplątało się jeszcze bardziej... Nie mam bladego pojęcia jak do tego doszło... Nagle zrobił mi się tu prawdziwy węzeł gordyjski, który groził ponownym skasowaniem połowy posta, podczas gdy moim zamiarem było usunięcie jednego zaledwie obrazka. W starym międzymordziu to się nie zdarzało. A na koniec, jakby jeszcze było mało, wszystko się zacięło, a po odświeżeniu okazało się, że filmiki muszę wrzucić jeszcze raz...

Czy tylko ja mam takie problemy?

niedziela, 11 marca 2012

Siuperman! ;D

No i do czego to doszło, żeby człowiek na stare lata zaczął słuchać boys bandów... i to do tego koreańskich! Ale co zrobić - serce nie sługa, siła jest w tych... chłopcach wielka, no i te oczka śliczne! ^^ Szkoda, że ja ni w ząb nie rozumiem koreańskiego @_@

Z okazji niedawnego Dnia Kobiet, na poprawienie nastroju i by naładować się pozytywną energię, dedykuję wszystkim babeczkom te oto piosenki:

"Superman":
 

"Gee":
 

Oraz w nieco innych klimatach - "Sorry, Sorry", czy też, jak mówi moja koleżanka: "Szoruj, szoruj" xD

niedziela, 25 grudnia 2011

Wesołych Świąt!


Życzę Wam wszystkim zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia, dni mile spędzonych w rodzinnym gronie, przy smacznym karpiku i kropelce czegoś mocniejszego... na wzmocnienie ;D

A także szampańskiego Sylwestra... Kochani! Zatańczcie i wypijcie też za mnie, bo wygląda na to, że w tym roku ten wieczór spędzę przed telewizorem :P

Lady Driada :)

piątek, 11 listopada 2011

Dla wszystkich miłośników sów i nie tylko!

Słuchajcie ludzie i ludziska!
My Owl Barn chce wydać jeden z pięknych pasków do aparatu. O, takich:

...albo takich:

...albo jakich sobie kto zażyczy, ze sklepiku !mo shop. Wystarczy tylko obserwować sowi blog, polubić go na fejsbuku i tam też podzielić się tą wspaniałą wieścią, a wtedy jest szansa, że piękny paseczek wpadnie nam w łapki. Sprawdziłam, przetestowałam - akcja upominkowa jest kierowana do wszystkich bez względu na położenie geograficzne, tak więc do dzieła miłośnicy sów!

czwartek, 10 listopada 2011

NaNoWriMo Update!

Minął tydzień z hakiem, odkąd zaczęło się Nano :D Pracuję pilnie każdego dnia, by na czas skończyć moją powieść. Na dzień dzisiejszy mam 21820 słów (bez dzisiejszej normy).

Moi bohaterowie ewoluują. Ba! Rosną mi nowe wątki tam, gdzie wcześniej ich nie było. Choć czasem mam żal do bohaterów drugoplanowych, którzy niekiedy próbują podstępnie przejąć plan pierwszy.
Jednakże niech nikt się cudów po tej powieści nie spodziewa - fabuła jest nadal dziecinnie prosta i wciąż walczę z tytułem, bo obecny jest beznadziejny :P

A teraz kawa i do roboty! Jestem dzisiaj spóźniona z pisaniem. Tymczasem, żeby nie być gołosłownym zamieszczam niewielki fragment mojego dzieła :D


"Smok, jak na smoka wyglądał nawet niewinnie. Wprawdzie miał długie zakrzywione pazury i cały garnitur lśniąco białych, ostrych zębów, po których można by się spodziewać tylko najgorszego. Jednak w jego zachowaniu i słowach było coś osobliwie ludzkiego. Tylko w oczach smoka lśniły jakieś złośliwe, przebiegłe iskry i książę pojął, że absolutnie nie może mu ufać.
– Więc co, przyszzzłeś ponabijać się zzz biednego smoka, tak? – zawył gad żałośnie. – Pewnie! Śmiej się! To strasznie zzzabawne, zwłaszcza jak się stoi tak daleko. A podejdź i przyjrzyj mi się z blissska.
– Wolę zostać tu, gdzie stoję. – odparł. – Przepraszam, że się śmiałem. To było niegodne, przyjmij moje przeprosiny. – pokłonił się, mając nadzieję, że nie rozgniewa gada bardziej. W końcu był mu jeszcze potrzebny.
– No proszę, jaki teraz grzzzeczny…
– Chyba już gdzieś to słyszałem… – zamyślił się książę prostując grzbiet. – A to mi przypomina, że przyszedłem tu, by…
– No jasne. – prychnął pogardliwie smok. – Już nikt mnie nie odwiedza, jak tylko w jakimś celu. Żeby tak ktoś przzzyszedł, wyszzzorował mi łuski na plecach, powiedział coś do smoka, ale nie. Zakuli mnie w kajdany i zossstawili sssamego w tych ciemnośśściach. – zajęczał, jakby się miał zaraz rozpłakać.
Księciu nawet było go żal, co nie znaczy że dał się nabrać i zaraz popędzi do niego, by zgłosić się na ochotnika do szorowania smoczego grzbietu. Nie ruszył się ani o milimetr, mimo że gad zaczął chlipać i szlochać, a nawet pociągać nosem. W końcu smok spostrzegł, że nic tak nie wskóra, ogarnął się więc, odchrząknął i rzekł:
– Więc Shinarze, co cię sprowadza do mej skromnej groty? Ach, czekaj nie mów mi! – nie dopuścił go do głosu. – Szukasz tego złotego kwiatu dla królowej, co? Teraz to ja się mogę roześśśmiać i ponabijać z ciebie, naiwniaku! Hahaha!
– Nic nie szkodzi. – odrzekł spokojnie książę. – I tak nie przypuszczałem, że coś wiesz.
– Że ja niby czegoś nie wiem? – zaperzył się smok. – Słuchaj szzzczeniaku! Ciebie jeszzzcze stwórca nie miał w planach, jak latałem ssswobodnie po niebie. Ludzzzie kryli się w szzzałasach z liśśści i ubierali w zwierzęce skóry. Nie było żadnych podziałów, żadnych królestw ani królów i żadnych rycerzy. Pamiętam śśświat, jak był jeszzzcze młody. Wszyssstko widziałem i wszyssstko wiem.
– Już dobrze, nie chciałem cię urazić.
Smok prychnął pogardliwie i obrócił się do niego bokiem.
– Ignorant! – rzucił w przestrzeń. – Jak i wszyssscy, którzy tu przychodzą.
– Chyba ich nie zjadasz? – zapytał książę, czując jak krew odpływa mu z twarzy. Przecież mogli tu być jego bracia!
– Później pomówimy o mojej diecie. – powiedział smok mrużąc chytrze oczy. – Tymczasssem chodź, pokażę ci coś.
– Chyba nie myślisz, że jestem na tyle głupi, żeby podejść bliżej?
– Och, skoro taki z ciebie tchórz! – odparł wzruszeniem skrzydeł smok.
– Sprytne, ale tak mnie nie przekonasz.
– No trudno. – westchnął zawiedziony smok. – W takim razzzie po prostu podkręć ogień swej latarni. Chcę ci pokazzzać moje piękne gniazzzdo.
Książę przystał na tę propozycję i wydłużył knot, przez co płomień stał się większy, lecz zaczął znów kopcić czarnym dymem.
Przyzwyczajony już do nikłego światła wzrok Shinara, bez trudu wyłowił z cieni jaskini nieregularny stos. Płomień latarni odbijał się tu i ówdzie świetlistymi plamami.
– Co to jest? Co tam leży?
– Coś, co czyni wszyssstkich, którzy tu przychodzą po zzzłoty kwiat, ignorantami. – powiedział wyniośle gad. – Całe lata zbierałem mój ssskarb!
– To złoto?
– Zzzłoto, miedź, sssrebro i klejnoty. – wyliczał. – Całe tony! A wy się pytacie o jeden zzzłoty badyl. – znowu prychnął.
– A bo to moja wina? – teraz książę poczuł się urażony. – Tak sobie zażyczyła królowa. Ja w ogóle nie chciałem brać udziału w tej wyprawie! Zmusiła mnie do tego!
– I tu wasz błąd! – powiedział smok. – Wszyssscy dajecie sobą pomiatać tej waszej królowej.
– Wcale nie jest moja. – poprawił go książę.
– Nie ważne. – machnął łapą smok. – Ale to starszzznie śmieszzznie, jak wy, mężczyźni dajecie się jej terroryzować. Nie sądzisz, że ktoś powinien jej się przeciwstawić? Może, gdyby…
– Stop! – przerwał mu Shinar. – Ani słowa więcej! Właśnie w ten sposób zaczęły się wszystkie moje problemy. Całe szczęście, że dzisiaj jestem trzeźwy… Tak czy inaczej, skoro królowa chce złote zielsko, to właśnie to jej przywiozę.
– W ogóle nie jesssteś zabawny, wiesz? – ponownie obraził się smok. – Nie miałem rozrywki od miesssięcy, a teraz psujesz mi najlepszą zzzabawę! Nawet nie chcesz wysłuchać, co mam do powiedzenia.
– No dobrze, mów. – powiedział zrezygnowany książę, po czym usiadł na ziemi przypuszczając, że przez tego opornego smoka, nieprędko wyjdzie z jaskini.
– Jeszcze mi podziękujesz. – zapewnił smok.
Książę miał co do tego wątpliwości, ale nic już nie powiedział, by nie przedłużać.
– Sssłuchaj no, młody. – powiedział przymilnie gad. – Pewnie ci się ssspieszy w drogę po ten złoty kwiat, ale kto wie? Może wysłuchanie ssstarego smoka opłaci ci się bardziej, niż przypuszczasz.
– Kusisz mnie? – Shinar nie mógł powstrzymać rozbawienia.
– Nie. – zaprzeczył. – Ja ci proponuję wymianę. Poczekaj chwilkę…
Podbiegł do swego gniazda i zaczął grzebać w stosie kosztowności wywołując przy tym lawinę dźwięków dodatkowo wzmocnioną przez echo jaskini. Po chwili wrócił niosąc coś w pysku. Rzucił swe znalezisko do stóp Shinarowi i patrzył, jaka będzie jego reakcja.
– Ech… – nie wiedział, co powiedzieć książę. – Mam cię teraz pochwalić? Jaki ładny… kawałek żelastwa mi przyniosłeś?
– Och, przyjrzyj się uważnie! – zniecierpliwił się smok. – Co widzisz?
Shinar przyciągnął do światła przyniesiony przez gada przedmiot.
– To tarcza. – stwierdził po chwili. – Ale czemu jest taka powgniatana? I czy to… czy to nie są ślady pazurów?
– W rzeczy samej! – oświadczył z dumą smok. – Ta tarcza należała do prapradziadka królowej Eilrin. To on właśnie pokonał mnie i kazał magom zakuć w te kajdany. – Smok jęknął na to wspomnienie.
– I zostawił ci tę tarczę? – zdziwił się książę.
– I tak była już bezużyteczna. Trochę ją zniszczyłem podczas walki. – wzruszył ramionami. – Jak mi się nudzi, to ostrzę sobie na niej zęby.
Shinar wypuścił z dłoni kawał blachy, który zabrzęczał donośnie o skałę.
– Po co mi to pokazujesz?
– Ten przedmiot może nie jest zbyt cenny. Dla mnie jednak wartość sentymentalną. Na jego obgryzaniu spędziłem przecież ze trzysta lat, ale mam już dosyć.
– Mogę sobie wyobrazić.
– Dlatego chciałbym wreszcie się ssstąd wyrwać. – powiedział smok. – Jeśli mi w tym pomożeszzz wiedz, że cię wynagrodzę.
– Tą starą, przeżutą tarczą?
– Nie, ty ciołku! – palnął smok, aż się Shinar zdziwił, skąd u niego takie nowoczesne słownictwo.
– Weźmiesz całą reszzztę! Całe zzzłoto, które jest w moim gnieździe."

wtorek, 25 października 2011

Driada na NaNoWriMo!

Jeśli jeszcze nikt nie wie, co to jest, to informuję, że NaNoWriMo to skrót od National Novel Writting Month. Jest to międzynarodowy "festiwal słów" :D Każdy może wziąć udział! Zabawa polega na stworzeniu własnej powieści. Nie ważne o czym będzie, ani jak będzie wyglądać ortograficznie i stylistycznie - w tym wypadku to rzeczy drugorzędne. Najważniejsza jest ilość słów! Żeby "wygrać", uczestnik musi napisać ich co najmniej 50 000 w ciągu 30 dni od północy pierwszego listopada do 11:59 trzydziestego tegoż miesiąca. Za to jaka nagroda! Można będzie tę własną książkę wziąć w łapki, jak nam ją pięknie wydrukują.

Postanowiłam dzielnie wziąć udział! Liczę na wierny doping, kochani! Może uda mi się w końcu napisać powieść, którą zaczęłam jeszcze w liceum (a która doczekała się dwóch wersji, mnóstwa notatek i absolutnie żadnego zakończenia). Nie będzie to wybitne dzieło, ale mam nadzieję, że przynajmniej skończone!

Ciekawych zapraszam na mój profil na NaNoWriMo:



Zachęcam też do przyłączenia się do akcji :D

środa, 28 września 2011

W dobre ręce oddam kotki!

Jak w tytule - mam aż 7 maleństw do rozdania O_o Moja kotka obrodziła w tym roku...
Umieściłam ogłoszenie wraz ze zdjęciami na morusek.pl Gdyby ktoś był chętny, proszę o kontakt.

A ponieważ nie lubię postów bez niczego do oglądania, oto i moje kocięta ^_^








wtorek, 27 września 2011

Kaligrafia

Tym razem wcale nie japońska, czy chińska, a bardziej nam bliska :)

O sztuce pięknego pisania w czwartek 22 września opowiadała Basia Wilińska na Śródeckim Uniwersytecie Alternatywnym. Niestety, wykład przegapiłam, ale nadrobiłam następnego dnia, przez 4 godziny zawzięcie kaligrafując. O ile pan Fu stracił dla mnie wszelką nadzieję, widząc mnie z pędzelkiem w lewej łapie, o tyle pani Basia rozwinęła przede mną szereg możliwości, niedostępnych dla osób praworęcznych. Na przykład: dużo łatwiej mi pisać do góry nogami - tak, żeby stawiać litery od prawej do lewej. Wtedy mogę korzystać z tradycyjnego duktu - kolejności i kierunku pisania liter - i nie rozmazywać sobie wszystkiego łapą.

Ale dość gadania :D Czas pokazać rezultaty czterogodzinnej pracy:

Nie mogłam się powstrzymać ;)

Dzieło własne w każdym calu.

Czasem po prostu brak pomysłów...

 No i oczywiście skopałam i postawiłam za dużo L, a za mało N :P


Trochę wszystko płynie w powietrzu - jedna litera wyżej, druga niżej - bo oczywiście nie byłam dość cierpliwa, by zrobić sobie linie XD Może następnym razem cierpliwości mi nie zabraknie... ale najpierw muszę odwiedzić sklep ze stalówkami.

wtorek, 10 maja 2011

Czuję się doceniona :)

Nie z powodu rzeźby... chociaż z dumą mogę powiedzieć, że jest już skończona (koniec robót o 1:30 w nocy XD).
Moja radość ma źródło w sympatycznym anime: "Natsume Yuujinchou San" (czyli: "Księga przyjaciół Natsume'go 3").

Kocur na górze to Nyanko-sensei :D Potężny stwór uwięziony
w mikrej postaci maneki neko - kota szczęścia :D Wielbiciel pijaństwa,
obżarstwa i chyba wszystkich siedmiu grzechów głównych XD

Tłumaczyłam kiedyś końcowe odcinki pierwszej serii i całą drugą, a niedawno dowiedziałam się, że na lipiec tego roku planowana jest trzecia! :D Oczywiście postanowiłam zabrać się za tłumaczenie, jak tylko pojawią się pierwsze odcinki. Zajrzałam jednak na forum fansuberów i zobaczyłam, że pewna grupa już zaoferowała się to zrobić. Niezrażona, napisałam na forum, że z całym szacunkiem dla grupy, ale ja nie zamierzam odpuszczać sobie przyjemności tłumaczenia jednej z moich ulubionych serii. Nie minęło pół godziny od posta, jak dostałam wiadomość na privie od fana (tak! MOJEGO fana! :D:D:D) że bardzo się cieszy z mojej decyzji i że nie wyobraża sobie oglądania Natsume bez moich napisów :D:D:D:D

Skromnie powiem, że nie uważam moich napisów za aż tak rewelacyjne, ale rozwijam się ;) Pod koniec drugiej serii zrozumiałam w końcu "jak" to się powinno tłumaczyć: jaki styl pasuje do każdego z bohaterów itd. Naprawdę cieszę się, że będzie kolejna seria, na której będę mogła szlifować swoje umiejętności.

Na koniec opening pierwszej serii (wybrałam ten, ze względu na świetne japońskie stwory ok. pierwszej minuty XD):


 
I ending drugiej części (tak na dobranoc):


Nawiasem mówiąc - baaaardzo sympatyczna seria ^_^ Polecam!

poniedziałek, 9 maja 2011

Japoneczki

Rozgrzebałam znowu moje japońskie papiery. Zrobiłam koleżance a urodziny zakładkę do książki w kształcie Japoneczki :D Niestety, w ferworze przygotowywania prezentu, zapakowałam zakładkę w papier, nie zrobiwszy zdjęć.

Wczoraj znowu mnie natchnęło i zrobiłam kolejne dwie zakładki :D Nie są jednak takie piękne, jak ta pierwsza. Do tych wczorajszych użyłam papierów drukowanych :P a ta prezentowa była z oryginalnego papieru japońskiego - czerwonego w niebieskie kwiatki ^_^ Drukowany papier ma to do siebie, że brak mu głębi kolorów i fakturki :P Niemniej zakładki wyszły nieźle.



Wiosene kotki

...i wcale nie chodzi mi o te na drzewach :) Moja kotka Łatka po raz drugi została mamą. Pięć kotków pojawiło się na świecie, by uszczęśliwić go swym widokiem XD Jutro kotki skończą trzy tygodnie, a oto zdjęcia sprzed tygodnia:

 Kocia rodzinka w komplecie :D

Mały śpioszek...

Najlepsze miejsce - przy cycu ;)

Tygrysek - jeden z dwóch


 
Największy leń w tej gromadce - jako ostatni otworzył oczy

niedziela, 24 kwietnia 2011

Wesołych Świąt!

Dziś pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, więc zdrowych i spokojnych życzę! Nie obżerać się i nie lenić (jak ja XD). Na spacerek pójść, a kto pobożny - do kościoła. Spędzić czas z rodziną, a nie zaszywać się po kątach... i pisać blogi!

Korzystam z okazji, że jedna pisanka cudem ocalała z niedzielnego śniadania :) Choć niestety, najpiękniejszy baranek obrócił się... w skorupki :(




niedziela, 17 kwietnia 2011

Kontuzjowałam się byłam :(

Nie mam pojęcia, jak to się stało? W sobotę rano obudziłam się CAŁKIEM zdrowa, po czym przeciągnęłam się, niczym leniwy kocur i stało się... Coś chrupnęło mi w szyi, skutkiem czego uziemiło mnie na cały weekend. W sobotę ledwo się ruszałam, dzisiaj jest nieco lepiej... Rano dokonałam wilkoczynu: wykąpałam się, a nawet umyłam włosy... po czym zaległam w łożu boleści aż do wieczora :P

Nie idę jutro do roboty - wysłałam smsa szefom i dostałam wielce pokrzepiającą wiadomość pod tytułem: Znowu zawaliłam przedświąteczną robotę i oczywiście wiedziałam, kiedy wysłać wiadomość :P Odpowiedziałam tylko: Mea culpa. XD Całe szczęście, że uciekam stamtąd :D

A tak wyglądam:

I need a hug...

17.04.2010 Update:
Diagnoza: naciągnięte więzadło :(
UWAGA! Przystojny masażysta i ocieplacz na szyjkę w jednym PILNIE poszukiwany!!!!! 

piątek, 15 kwietnia 2011

Kości zostały rzucone!

Czas na raport z rzeźby... Nie! Nic o wróżce (znowu) ale powoli idzie do przodu, tylko postępy są na razie kosmetyczne, więc nie ma sensu fotografować :P

Plakieta za to przygotowana jest do odlewu w metalu :) Zrobiłam dzisiaj odlew pozytywowy i oto rezultaty! Odlew udał się nadzwyczajnie, prawie żadnych dziur (czyli bąbelków powietrza w gipsie) :D

[Zdjęcia kiepskiej jakości, bo zapomniałam wziąć aparat i pstrykałam telefonem :P]

 Negatyw i pozytyw - pozytyw po prawej.

Tutaj lepiej widać, co jest wklęsłe, a co wypukłe.

Na koniec Marta postanowiła rzucić kości ku przestrodze niechlujnych studentów:


Ponieważ znam tylko jeden sposób, więc może zaryzykuję, żeby poznać inne XD Czego się nie robi dla wiedzy!

sobota, 9 kwietnia 2011

Uroki ASP... a właściwie to już UA...

Dla mnie to zawsze będzie ASP (Akademia Sztuk Pięknych), mimo iż w zeszłym roku przemianowano mą uczelnię na UA (Uniwersytet Artystyczny)... a dla mojego profesora rzeźby, to wciąż PWSSP (Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych)... natomiast Marta (w pracowni najważniejsza po profesorze) uważa, że to w ogóle NU (Niewidoczny Uniwersytet, czyli uczelnia magów ze Świata Dysku Terrego Prachetta) - tylko brak nam bibliotekarza-orangutana XD

Coś w tym jest... Pamiętam, że jak byłam na pierwszym roku, na dziedzińcu pasł się jednorożec... to znaczy, może się nie pasł, bo zresztą i tak był gipsowy, ale tam stał... A potem jeszcze pegazy z parady na Świętego Marcina... Raz widziałam kolesia, który na bagażniku roweru wywoził kościotrupa z pracowni rysunku anatomicznego XD Zapewne jechał tak z tym denatem przez całe miasto XD XD XD Nie da się zaprzeczyć - ta uczelnia ma swój klimat.

I moja kochana pracownia rzeźby profesora Petruka, też niemało się w ten klimat wpisuje... dzięki temu, co tam się wypisuje... na ścianach :D To wszystko dzieła Marty (po za słownikiem):



Oto, jak dba się o studentów zagranicznych :D

Słownik pierwszej pomocy rzeźbiarskiej :D

Wielce krzepiący tekst :D