Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tfurczość własna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tfurczość własna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 września 2014

21-Day Drawing Challenge z mistrzem Von Glitschka

Zacna inicjatywa, więc postanowiłam się przyłączyć i trochę porysować :) Zaczęłam tydzień później niż reszta, ale nadrobiłam przez weekendy i tak w dniu dzisiejszym mogę pochwalić się (prawie) pełną kolekcją 20 prac (prawie, ponieważ chciwa ekipa z lynda.com dokonała śmiałego sabotażu tej zacnej akcji i przedwcześnie zablokowała dostęp do filmików instruktażowych przed końcem wydarzenia :< Dlatego brakuje wyzwania z dnia dwudziestego).

I found it to be a great initiative, so I decided to join and draw for 21 days. I started one week leater then others, but I managed to catch up the rest during weekends and now I can show you (almost) all my collections of 20 drawings (almost, because the greedy crew of lynda.com made a bold sabotage of the event and locked most of the instructional videos before the event's end :< Because of that I miss day 20 challenge).

Day 1 - The cat's meow.
 Day 2 - Drawing the line.
 And vectored:
 Day 3 - Draw what you see.
 Day 4 - Give yourself a high five.
 Day 5 - Refinement drawing.
 Day 6 - Get cubistic (ok, I know... It's not as cubistic as it should)
 Day 7 - What do you like? (Unicorns! Yaaay!)
 Day 8 - Drawing a light source.
 Day 9 - Man-made drawing (an espresso machine and a house).

 Day 10 - Doodle sheet.
 Day 11 - Draw a monster.
 Day 12 - Metaphorical or literal approach.
 Day 13 - Tell a visual story (2 versions).
 Day 14 - Reality is boring, so distort it (a man with an umbrella).

 Day 15 - Boxing dinosaurs.
Day 16 - Drawing design (an owl).

 ...and vectored :D
 Day 17 - Window to the soul.
 Day 18 - Cardboard doodles.
 Day 19 - Face your fears.

Day 20 - Live drawing (not sure what it is and no one knows).
Day 21 - A self-portrait.

czwartek, 31 października 2013

Czuję presję...

Do rozpoczęcia NaNoWriMo zostało raptem 5 godzin!!! Staram się nie panikować, nawet nie myśleć o tym, ale najzwyczajniej się nie da - od 24h zalewają mnie wiadomości z fejbooka, forum i strony NaNo i coraz bardziej boję się!

Najgorsze, że mój konspekt jest w rozsypce, nie mam głównego złego i dopiero wczoraj wymyśliłam nazwę miasta... jednego... nazywa się Eastgate - i tyle wiem odnośnie geografii.

Dobrze, że mam chociaż mniej więcej przemyślaną trójkę głównycg bohaterów :D

Więc... tego... ehm... Znalazłam pierwszą moją próbę narysowania Keia - kiedy jeszcze miał na imię Kiel i całą historię rozpatrywałam pod kątem fajnego scenariusza do gry, tak więc... wygląda, jak wygląda.
*Driada chowa się do torby czerwona, jak dojrzały pomidor*

Spluwę musiałam zlikwidować (trochę ciężko byłoby z nią biegać, nawet w lekko nagiętej, literackiej rzeczywistości), wdzianko dostał inne, normalne :D

To tyle, idę knuć i zamartwiać się dalej.

piątek, 25 października 2013

Odświeżanie bloga, czyli witaj Stworku!

No proszę, blog przeleżał cały roczek, zakurzył się i pokrył patyną. Pora zrobić jesienne porządki, tym bardziej, że zbliża się listopad a z nim NaNoWriMo, w którym zamierzam dzielnie wziąć udział po raz trzeci.

No tak, i wypadałoby powiedzieć, jak skończyło się zeszłoroczne NaNo. Otóż... napisałam 50 tysięcy słów i więcej a więc wygrałam! Natomiast, mój biedny "Czwarty Tron" utknął w połowie i to z różnych przyczyn. Raz, że zaangażowałam się w pisanie opowiadania zbiorowego (z którego dziwnym trafem wyszła wielotomowa powieść), dwa, że doznałam zwątpienia i to poważnego. Zdałam sobie sprawę, że mój bohater pierwszoplanowy jest płaski, nijaki, że na gwałtu rety potrzebuje poważnej operacji i głębszego tła (za to pewien bohater drugoplanowy niespodziewanie okazał się ciekawszym gościem, niż wydawało mi się na początku - bywa). Kiedyś skończę "Czwarty...", może nawet poświęcę na ten cel któreś NaNo, jednak na ten rok mam już inny plan...

Moja nowa powieść nosi tytuł: "Projekt Eden"... a teraz bezczelnie pochwalę się właśnie zrobioną okładką:

Poznajcie Stworka! Bohatera trzeciego planu!

Więc, o czym jest "Projekt Eden"? Hm... Zawsze mam problem, by w skrócie przedstawić moje pomysły, ale spróbuję.

Wyobraźmy sobie świat po katastrofie, czyli post apo, będące wynikiem kolizji, w której uczestniczył pewien przelatujący przez Układ Słoneczny meteoroit, księżyc i częściowo Ziemia. Kosmiczny kawałek skały zrobił bałagan na miarę tego, który swego czasu uczyniła dżuma. Mamy trzecie pokolenie po apokalipsie, która ostatecznie się nie spełniła. Nadal żyjemy - hura! My, szczury, karaluchy i to, co jest zbyt twarde, żeby dać się tak łatwo zabić. W ziemskim ekosystemie zieje dziura na miarę naszej budżetówki. Technologia też ma się kiepsko - wiele rzeczy zaginęło podczas gruntownego przemeblowania, w czasie którego nikt nie troszczył się o iphony i tablety a o to, jak przetrwać jeszcze jeden dzień.

W tym zniszczonym, dźwigającym się po upadku świecie pojawia się... magia. Nie taka zwykła, nie dym i lustra ani fajerwerki. Jest to magia zwana Kreacją, gdzie obdarzony mocą człowiek może przekształcać żywą materię w... inną żywą materię, he, he. Jest to jednak proces nieprzewidywalny, często nietrwały i prowadzący do powstawania różnego rodzaju hybryd na miarę Stworka z okładki właśnie.

Dalej opowiem w skrócie: Jest Instytut, który skupia Kreatorów i za ich pomocą próbuje przywrócić równowagę w ekosystemie. Mimo szczytnych celów, Instytut jest przedmiotem wielu niepokojących plotek... Mamy też pewną sektę i przepowiednię o Wybrańcu. Mamy w końcu Wybrańca... chyba. Problem w tym, że kobieta, której prorok przepowiedział, że zostanie matką Neo, powiła bliźniaków. Jeden z nich, Sil jest zdolnym Kreatorem. Jego starszy (o całe sześć minut) brat, Kei jest poszukiwaczem zaginionych technologii. Są tak podobni, jak różni. Na dokładkę mamy też dziewczynę - Dinę. To drobna, zuchwała, tajemnicza osóbka. A Eden? Eden to las stworzony przez pierwszych Kreatorów. Zupełnym przypadkiem zresztą - chcieli tylko wzbogacić i oczyścić glebę a wyrosła im dżungla... pełna nieznanych dotąd gatunków roślin.

Ach, ach. Mam nadzieję, że będzie mi się miło pisać oraz, że w tym roku dojdę do sakramentalnego "The End"!

poniedziałek, 4 marca 2013

Są takie dni...

Takie dni, kiedy człowiek zastanawia się, po co w ogóle wylazł z wyrka i kiedy wszystko, czego się dotknie okazuje się katastrofą. Cóż, dzisiaj właśnie taki dzień ma Driada... więc wcale się nie zdziwię, jeśli z jakiejś przyczyny nie uda mi się wrzucić tego posta :P

Najpierw wysłałam paczkę z rysunkami do wydawnictwa (robię ilustracje do magazynu dla dzieci) i po pół godzinie przyszła odpowiedź, że moja wersja ichniego stworka jest za mało stworkowata i że muszę go poprawić :( Szkoda, że nikt nie powiedział tego osobie, która rysowała stwora do zeszłego numeru :P

Potem zabrałam się za bieżące rysunki - bo deadline zbliża się nieubłaganie - i już po godzinie zawiesił mi się Corel - straciłam całą godzinną pracę, bo system uznał, że nie jest w stanie tego zapisać, nawet w trybie awaryjnym. Wiem, mea culpa - trzeba było wcześniej samemu zrobić zapis.
Zaczęłam więc jeszcze raz zapisując zmiany co pięć minut. I całe moje szczęście, bo Corel zawiesił mi się drugi raz robiąc dokładnie to samo, co wcześniej. Nie straciłam na szczęście dużo...

Postanowiłam zrobić sobie jednak przerwę i poszłam przeprać namoczone wcześniej rzeczy. Dopiero jak wieszałam wszystko na sznurku, zauważyłam że moja CAŁKIEM NOWA I ZAŁOŻONA TYLKO RAZ bluzeczka dostała plam. Okazało się, że zafarbowały... czarne similki z aplikacji na przodzie bluzki :( Teraz zastanawiam się, czy:
a) iść do sklepu i opierniczyć wszystkich z góry do dołu za jakość produktu oraz żądać zwrotu pieniędzy, czy...
b) iść do tegoż sklepu i kupić sobie drugą taką samą bluzeczkę, a potem prać ją z najwyższą ostrożnością...
Sama nie wiem... A taki ładny ciuszek był :(

Z tego wszystkiego popadłam w czarną rozpacz, omal nie skasowałam sobie komputera - mojego jedynego narzędzia pracy. Tylko rzeczy martwe potrafią doprowadzić mnie do takiego stanu - bo jak na nie nakrzyczę, to się nie przejmą, a jak nimi rzucę o ścianę, to wprawdzie trochę mi ulży, ale tylko na krótko, jak do mnie dotrze, ile teraz kasy muszę wydać na nowy sprzęt/rzecz.

Niemniej, coś mi jednak wyszło! Obiad mianowicie! Zniechęcona porażkami polazłam do kuchni i zrobiłam sobie omlet - taki puchaty, biszkoptowy, a na to były warzywka gotowane na parze i... niebo w gębie - własnoręcznie przyrządzony sos czosnkowy *__* IT MADE MY DAY! I wszystko zjadłam sama!
...ale jak ktoś chętny, to następnym razem zrobię więcej i się podzielę ;)

Z ostatniej chwili - fatalizm mnie nie opuszcza - blog staje okoniem :P

Staram się zachować spokój... może to tylko przejściowe problemy spowodowane odpaleniem Photoshopa na moim sponiewieranym komputerze...

Ach, gdybym miała kota... Bo koty są dobre na wszystko!

Copyrights © orangeblue, wiersz umieszczony za zgodą autorki, przewspaniałej pani Agnieszki Frączek!
Tymczasem robota w polu :P i muszę się za nią wziąć.

niedziela, 28 października 2012

Przygotowania do NaNo, czyli chwalę się!

Bo chwaliłam się na Craiisie, pochwaliłam na profilu NaNoWriMo, a na swoim własnym blogu nie.

Strona NaNoWriMo nieco się od zeszłego roku zmieniła i między innymi pojawiła się funkcja dodawania okładki do swojego powieściowego projektu. Złoty Kwiat okładkę ma, więc tu nie było żadnego zaskoczenia. Za to musiałam się spiąć, żeby zrobić okładkę do mej tegorocznej powieści. Początkowo traktowałam to jedynie jako okładkę tymczasową, ale zastanawiam się - coraz bardziej intensywnie, będąc w zasadzie na granicy pewności - czy nie uczynić jej oficjalną :D No, po kilku kosmetycznych poprawkach pewnie.


A przygotowania do NaNoWriMo w pełni! Już nawet odbył się pierwszy poznański W.I.P. czyli Write In Poland, względnie: Wstąp I Pisz. Ja tam byłam, winko grzane piłam :D Pisania nie było (jeszcze) bo do listopada zostało parę dni. Za to gadaliśmy z ekipą przeszło cztery godziny o wszystkim, o niczym i o NaNoWriMo oczywiście - naszych pomysłach, problemach, postaciach itp.

Hevs - nasza nowo mianowana poznańska MLka rozdała nam NaNo-notesy (idealne na notatki wszelakie), zawierające listopadowy kalendarz z uwzględnieniem dziennych norm i takich budujących dopisków typu: 7 listopada - Fraa w zeszłym roku już skończyła; albo: 30 listopada - Kyouri rok temu w ten dzień napisała 13 000 słów.

Kruffa przyniosła kredki, bo nasze notesiki miały z przodu żółtą okładkę, która zachęcała, by coś na niej nabazgrać. W ten sposób ekipa pozbyła się mnie na pół wieczoru xD Spryciarze! A ostatecznie notesik skończył tak:


Królewna jest kompletnie z księżyca, bo nie pojawia się (tym razem) w mojej powieści. U jej stóp stwór, który jest już na okładce Czwartego tronu. Obok kawałek sera - jako zapowiedź akcji Wielkie Żarcie. Raz w tygodniu wszyscy polscy wrimowcy jak jeden mąż, czy jedna żona będą musieli (jeśli chcą) umieścić w swych powieściach jakieś danie, czy produkt spożywczy o wyborze którego zadecydujemy na forum. Ser wypłynął już w dyskusjach, więc pewnie nie da się go uniknąć :D Sowa takoż odnosi się do innej akcji: 11 Sów na 11 listopada i kontynuuje tradycję, która ma swe początki w zeszłorocznym NaNo, kiedy to ktoś (już teraz nie pamiętam kto) proponując akcję 11 słów na 11.11.11 popełnił literówkę i słowa zamieniły się w sowy :D To białe stworzenie z lewej strony królewny, to nie pies, ale biała łania, która - podobnie jak jednorożec, wiewióry i białe ćmy - pojawi się w mojej powieści.

No to do dzieła!

sobota, 21 lipca 2012

Portfolio on-line

Tak. W końcu zebrałam się na odwagę i utworzyłam sobie konto na deviantART, gdzie postanowiłam wrzucać wszelkie przejawy mej twórczości. Przynajmniej tej profesjonalnej i poważnej, z której czerpię jakieś korzyści. Zapraszam do oglądania i ewentualnego komentowania na:
http://el-te.deviantart.com/

Póki co są tam same rzeźby. Jednak zamierzam powoli, acz systematycznie uzupełniać archiwum moich prac.

P.S. Te mniej profesjonalne i poważne dzieła moje też zamieszczę - na alternatywnym koncie (które obecnie jest puste, więc na razie nie podam adresu).

Z dawien dawna obiecana

Okładka! Już prawie miesiąc, odkąd skończyłam przygotowania do wydruku (w pięciu tomikach) mojej NaNoWriMowej powieści więc czas, żeby pokazać, jak to mniej więcej wygląda. Przynajmniej okładka.

Z przodu...

...i z tyłu.

Jak widać tło jest ostatecznie w pięknym śliwkowym kolorze. Nie mam jednak bladego pojęcia, jak to wyjdzie w praniu - to jest w druku. Myślałam, że może próbny druk da mi o tym jako takie pojęcie. Udałam się więc do profesjonalnego zakładu i kazałam wydrukować to sobie na A4. Kolory wyszły nawet ładnie... chociaż zamiast śliwki w tle, wyszły... domowe powidła. No cóż, to śliwka i to śliwka... Pan w zakładzie pocieszył mnie, że w prawdziwym druku może wyjść jeszcze inaczej.

Tak więc czekamy na paczkę z Ameryki! Ma przyjść w połowie sierpnia, ale kto ich tam wie?

czwartek, 31 maja 2012

Co w powieści piszczy...

Nano dawno się skończyło i prace nad edycją trwają, a tymczasem dzielnie usiłuję stworzyć okładkę dla swojego dzieła. Póki co, mam projekt i wersję kolorystyczną zrobioną w photoshopie. Wygląda to tak:


Kolory są płaskie, jak i cieniowanie, ale chciałam jedynie ułożyć sobie wszystko i ustawić kolorystycznie. Potrzebny mi jeszcze światłocieniowy resercz :D I mam już chętną do pomocy. Myślę że całość (poza liternictwem i chyba tłem) zrobię kredkami akwarelowymi. Wyszperałam ostatnio mój ukochany zestaw Koh-I-Nora, odkurzyłam, temperówka poszła w ruch i powstało parę dzieł.

Te złote krzaki też pewnie ulegną zmianie... i jeśli ktoś ma jakieś rady dotyczące tła... (próbowałam wszystkich możliwych kolorów, ale wciąż jestem niezadowolona).

Literkami na okładce się nie przejmujcie, sama jeszcze nie jestem pewna czcionki i kolorów. Wrzuciłam akurat taką czcionkę, bo będzie ona wykorzystana w tytułach rozdziałów. No i w inicjałach. Mam już kilka zrobionych (kredkami akwarelowymi właśnie).

Niektórzy mają problem z odczytaniem tej literki i wcale nie dlatego, że wygląda jak sen szalonego botanika :D
Ilustracji natomiast nie będzie, bo nie zdążę do końca czerwca :(

Plakat

Muszę się pochwalić - zrobiłam plakat na VII Ogólnopolski Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej dla gminy Komorniki!


Zapraszam wszystkich na festiwal :D

niedziela, 25 grudnia 2011

Wesołych Świąt!


Życzę Wam wszystkim zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia, dni mile spędzonych w rodzinnym gronie, przy smacznym karpiku i kropelce czegoś mocniejszego... na wzmocnienie ;D

A także szampańskiego Sylwestra... Kochani! Zatańczcie i wypijcie też za mnie, bo wygląda na to, że w tym roku ten wieczór spędzę przed telewizorem :P

Lady Driada :)

niedziela, 27 listopada 2011

NaNoWriMo Update 3

VICTORY !!!

Moja powieść ma już przeszło 50 000 słów! 
Hura! A teraz idę spać...

Lecz nie spocznę na laurach, dopóki nie dotrę do słowa "koniec" :D Na szczęście nie zostało mi wiele, pewnie z dziesięć stron. Na razie "dzieło" liczy sobie 92 strony.

Póki co, wybaczcie. Nie będzie żadnego nowego fragmentu :( To byłby spoiler. Zainteresowanych proszę o rezerwowanie kolejki do czytania ;) Jak tylko wydrukuję sobie  moją własną książkę w ramach nanowej nagrody, jeden egzemplarz przeznaczę specjalnie na wypożyczanie :D

środa, 16 listopada 2011

NaNoWriMo Update 2

Obecnie:
Dni: 16
Słów: 35 357 (bez dzisiejszego limitu)
Stron: 65

Do końca zostało:
Dni: 15
Słów: 14 643
Stron: ok. 27


Czyli, całkiem nieźle :D W związku z tym postanowiłam zamieścić kolejny fragment. Ten kawałek dedykuję Wróżce, która kiedyś, dawno temu poprosiła mnie, żebym napisała jej opowiadanie... i tak właśnie powstał pierwszy zarys niniejszej powieści. Oczywiście, najpierw musiała odpowiednio długo przeleżakować, by dojrzeć i spuchnąć do właściwych rozmiarów :D Tego fragmentu nie czytała nawet Wróżka, ponieważ do tej pory autorka nie była w stanie dojść do tej części opowieści. Oto, co Nano robi z ludźmi ;)

Rzecz dzieje się w siedzibie małego ludu, gdzie książę Shinar odnajduje jednego ze swych dawno zaginionych braci - Orivara.

czwartek, 10 listopada 2011

NaNoWriMo Update!

Minął tydzień z hakiem, odkąd zaczęło się Nano :D Pracuję pilnie każdego dnia, by na czas skończyć moją powieść. Na dzień dzisiejszy mam 21820 słów (bez dzisiejszej normy).

Moi bohaterowie ewoluują. Ba! Rosną mi nowe wątki tam, gdzie wcześniej ich nie było. Choć czasem mam żal do bohaterów drugoplanowych, którzy niekiedy próbują podstępnie przejąć plan pierwszy.
Jednakże niech nikt się cudów po tej powieści nie spodziewa - fabuła jest nadal dziecinnie prosta i wciąż walczę z tytułem, bo obecny jest beznadziejny :P

A teraz kawa i do roboty! Jestem dzisiaj spóźniona z pisaniem. Tymczasem, żeby nie być gołosłownym zamieszczam niewielki fragment mojego dzieła :D


"Smok, jak na smoka wyglądał nawet niewinnie. Wprawdzie miał długie zakrzywione pazury i cały garnitur lśniąco białych, ostrych zębów, po których można by się spodziewać tylko najgorszego. Jednak w jego zachowaniu i słowach było coś osobliwie ludzkiego. Tylko w oczach smoka lśniły jakieś złośliwe, przebiegłe iskry i książę pojął, że absolutnie nie może mu ufać.
– Więc co, przyszzzłeś ponabijać się zzz biednego smoka, tak? – zawył gad żałośnie. – Pewnie! Śmiej się! To strasznie zzzabawne, zwłaszcza jak się stoi tak daleko. A podejdź i przyjrzyj mi się z blissska.
– Wolę zostać tu, gdzie stoję. – odparł. – Przepraszam, że się śmiałem. To było niegodne, przyjmij moje przeprosiny. – pokłonił się, mając nadzieję, że nie rozgniewa gada bardziej. W końcu był mu jeszcze potrzebny.
– No proszę, jaki teraz grzzzeczny…
– Chyba już gdzieś to słyszałem… – zamyślił się książę prostując grzbiet. – A to mi przypomina, że przyszedłem tu, by…
– No jasne. – prychnął pogardliwie smok. – Już nikt mnie nie odwiedza, jak tylko w jakimś celu. Żeby tak ktoś przzzyszedł, wyszzzorował mi łuski na plecach, powiedział coś do smoka, ale nie. Zakuli mnie w kajdany i zossstawili sssamego w tych ciemnośśściach. – zajęczał, jakby się miał zaraz rozpłakać.
Księciu nawet było go żal, co nie znaczy że dał się nabrać i zaraz popędzi do niego, by zgłosić się na ochotnika do szorowania smoczego grzbietu. Nie ruszył się ani o milimetr, mimo że gad zaczął chlipać i szlochać, a nawet pociągać nosem. W końcu smok spostrzegł, że nic tak nie wskóra, ogarnął się więc, odchrząknął i rzekł:
– Więc Shinarze, co cię sprowadza do mej skromnej groty? Ach, czekaj nie mów mi! – nie dopuścił go do głosu. – Szukasz tego złotego kwiatu dla królowej, co? Teraz to ja się mogę roześśśmiać i ponabijać z ciebie, naiwniaku! Hahaha!
– Nic nie szkodzi. – odrzekł spokojnie książę. – I tak nie przypuszczałem, że coś wiesz.
– Że ja niby czegoś nie wiem? – zaperzył się smok. – Słuchaj szzzczeniaku! Ciebie jeszzzcze stwórca nie miał w planach, jak latałem ssswobodnie po niebie. Ludzzzie kryli się w szzzałasach z liśśści i ubierali w zwierzęce skóry. Nie było żadnych podziałów, żadnych królestw ani królów i żadnych rycerzy. Pamiętam śśświat, jak był jeszzzcze młody. Wszyssstko widziałem i wszyssstko wiem.
– Już dobrze, nie chciałem cię urazić.
Smok prychnął pogardliwie i obrócił się do niego bokiem.
– Ignorant! – rzucił w przestrzeń. – Jak i wszyssscy, którzy tu przychodzą.
– Chyba ich nie zjadasz? – zapytał książę, czując jak krew odpływa mu z twarzy. Przecież mogli tu być jego bracia!
– Później pomówimy o mojej diecie. – powiedział smok mrużąc chytrze oczy. – Tymczasssem chodź, pokażę ci coś.
– Chyba nie myślisz, że jestem na tyle głupi, żeby podejść bliżej?
– Och, skoro taki z ciebie tchórz! – odparł wzruszeniem skrzydeł smok.
– Sprytne, ale tak mnie nie przekonasz.
– No trudno. – westchnął zawiedziony smok. – W takim razzzie po prostu podkręć ogień swej latarni. Chcę ci pokazzzać moje piękne gniazzzdo.
Książę przystał na tę propozycję i wydłużył knot, przez co płomień stał się większy, lecz zaczął znów kopcić czarnym dymem.
Przyzwyczajony już do nikłego światła wzrok Shinara, bez trudu wyłowił z cieni jaskini nieregularny stos. Płomień latarni odbijał się tu i ówdzie świetlistymi plamami.
– Co to jest? Co tam leży?
– Coś, co czyni wszyssstkich, którzy tu przychodzą po zzzłoty kwiat, ignorantami. – powiedział wyniośle gad. – Całe lata zbierałem mój ssskarb!
– To złoto?
– Zzzłoto, miedź, sssrebro i klejnoty. – wyliczał. – Całe tony! A wy się pytacie o jeden zzzłoty badyl. – znowu prychnął.
– A bo to moja wina? – teraz książę poczuł się urażony. – Tak sobie zażyczyła królowa. Ja w ogóle nie chciałem brać udziału w tej wyprawie! Zmusiła mnie do tego!
– I tu wasz błąd! – powiedział smok. – Wszyssscy dajecie sobą pomiatać tej waszej królowej.
– Wcale nie jest moja. – poprawił go książę.
– Nie ważne. – machnął łapą smok. – Ale to starszzznie śmieszzznie, jak wy, mężczyźni dajecie się jej terroryzować. Nie sądzisz, że ktoś powinien jej się przeciwstawić? Może, gdyby…
– Stop! – przerwał mu Shinar. – Ani słowa więcej! Właśnie w ten sposób zaczęły się wszystkie moje problemy. Całe szczęście, że dzisiaj jestem trzeźwy… Tak czy inaczej, skoro królowa chce złote zielsko, to właśnie to jej przywiozę.
– W ogóle nie jesssteś zabawny, wiesz? – ponownie obraził się smok. – Nie miałem rozrywki od miesssięcy, a teraz psujesz mi najlepszą zzzabawę! Nawet nie chcesz wysłuchać, co mam do powiedzenia.
– No dobrze, mów. – powiedział zrezygnowany książę, po czym usiadł na ziemi przypuszczając, że przez tego opornego smoka, nieprędko wyjdzie z jaskini.
– Jeszcze mi podziękujesz. – zapewnił smok.
Książę miał co do tego wątpliwości, ale nic już nie powiedział, by nie przedłużać.
– Sssłuchaj no, młody. – powiedział przymilnie gad. – Pewnie ci się ssspieszy w drogę po ten złoty kwiat, ale kto wie? Może wysłuchanie ssstarego smoka opłaci ci się bardziej, niż przypuszczasz.
– Kusisz mnie? – Shinar nie mógł powstrzymać rozbawienia.
– Nie. – zaprzeczył. – Ja ci proponuję wymianę. Poczekaj chwilkę…
Podbiegł do swego gniazda i zaczął grzebać w stosie kosztowności wywołując przy tym lawinę dźwięków dodatkowo wzmocnioną przez echo jaskini. Po chwili wrócił niosąc coś w pysku. Rzucił swe znalezisko do stóp Shinarowi i patrzył, jaka będzie jego reakcja.
– Ech… – nie wiedział, co powiedzieć książę. – Mam cię teraz pochwalić? Jaki ładny… kawałek żelastwa mi przyniosłeś?
– Och, przyjrzyj się uważnie! – zniecierpliwił się smok. – Co widzisz?
Shinar przyciągnął do światła przyniesiony przez gada przedmiot.
– To tarcza. – stwierdził po chwili. – Ale czemu jest taka powgniatana? I czy to… czy to nie są ślady pazurów?
– W rzeczy samej! – oświadczył z dumą smok. – Ta tarcza należała do prapradziadka królowej Eilrin. To on właśnie pokonał mnie i kazał magom zakuć w te kajdany. – Smok jęknął na to wspomnienie.
– I zostawił ci tę tarczę? – zdziwił się książę.
– I tak była już bezużyteczna. Trochę ją zniszczyłem podczas walki. – wzruszył ramionami. – Jak mi się nudzi, to ostrzę sobie na niej zęby.
Shinar wypuścił z dłoni kawał blachy, który zabrzęczał donośnie o skałę.
– Po co mi to pokazujesz?
– Ten przedmiot może nie jest zbyt cenny. Dla mnie jednak wartość sentymentalną. Na jego obgryzaniu spędziłem przecież ze trzysta lat, ale mam już dosyć.
– Mogę sobie wyobrazić.
– Dlatego chciałbym wreszcie się ssstąd wyrwać. – powiedział smok. – Jeśli mi w tym pomożeszzz wiedz, że cię wynagrodzę.
– Tą starą, przeżutą tarczą?
– Nie, ty ciołku! – palnął smok, aż się Shinar zdziwił, skąd u niego takie nowoczesne słownictwo.
– Weźmiesz całą reszzztę! Całe zzzłoto, które jest w moim gnieździe."

wtorek, 25 października 2011

Driada na NaNoWriMo!

Jeśli jeszcze nikt nie wie, co to jest, to informuję, że NaNoWriMo to skrót od National Novel Writting Month. Jest to międzynarodowy "festiwal słów" :D Każdy może wziąć udział! Zabawa polega na stworzeniu własnej powieści. Nie ważne o czym będzie, ani jak będzie wyglądać ortograficznie i stylistycznie - w tym wypadku to rzeczy drugorzędne. Najważniejsza jest ilość słów! Żeby "wygrać", uczestnik musi napisać ich co najmniej 50 000 w ciągu 30 dni od północy pierwszego listopada do 11:59 trzydziestego tegoż miesiąca. Za to jaka nagroda! Można będzie tę własną książkę wziąć w łapki, jak nam ją pięknie wydrukują.

Postanowiłam dzielnie wziąć udział! Liczę na wierny doping, kochani! Może uda mi się w końcu napisać powieść, którą zaczęłam jeszcze w liceum (a która doczekała się dwóch wersji, mnóstwa notatek i absolutnie żadnego zakończenia). Nie będzie to wybitne dzieło, ale mam nadzieję, że przynajmniej skończone!

Ciekawych zapraszam na mój profil na NaNoWriMo:



Zachęcam też do przyłączenia się do akcji :D

wtorek, 27 września 2011

Kaligrafia

Tym razem wcale nie japońska, czy chińska, a bardziej nam bliska :)

O sztuce pięknego pisania w czwartek 22 września opowiadała Basia Wilińska na Śródeckim Uniwersytecie Alternatywnym. Niestety, wykład przegapiłam, ale nadrobiłam następnego dnia, przez 4 godziny zawzięcie kaligrafując. O ile pan Fu stracił dla mnie wszelką nadzieję, widząc mnie z pędzelkiem w lewej łapie, o tyle pani Basia rozwinęła przede mną szereg możliwości, niedostępnych dla osób praworęcznych. Na przykład: dużo łatwiej mi pisać do góry nogami - tak, żeby stawiać litery od prawej do lewej. Wtedy mogę korzystać z tradycyjnego duktu - kolejności i kierunku pisania liter - i nie rozmazywać sobie wszystkiego łapą.

Ale dość gadania :D Czas pokazać rezultaty czterogodzinnej pracy:

Nie mogłam się powstrzymać ;)

Dzieło własne w każdym calu.

Czasem po prostu brak pomysłów...

 No i oczywiście skopałam i postawiłam za dużo L, a za mało N :P


Trochę wszystko płynie w powietrzu - jedna litera wyżej, druga niżej - bo oczywiście nie byłam dość cierpliwa, by zrobić sobie linie XD Może następnym razem cierpliwości mi nie zabraknie... ale najpierw muszę odwiedzić sklep ze stalówkami.

sobota, 16 lipca 2011

Odrobina zimy latem, czyli co Driada zmalowała...

A zmalowała całkiem duży obraz: 120x100 cm, czyli największe płótno, po jakim zdarzyło mi się paćkać olejami XD

Obraz powstał na zamówienie mego wuja, który żywił sentyment do pewnego pejzażu, wiszącego dawno, dawno temu w jego domu rodzinnym, a który przy podziale majątku dostał się jego siostrze. Obraz jest dziełem Stefana Filipkiewicza (1879-1944), jednego z najwybitniejszych przedstawicieli "szkoły pejzażowej" Stanisławskiego - okres Młodej Polski.

Oto pierwowzór (zdjęcie nie jest najlepszej jakości niestety):

Oraz moje dzieło (w tonacji nieco bardziej niebiesko-fioletowej):


Na żywo wygląda lepiej :) Ponoć nawet lepiej niż oryginał XD ale ja nie posuwałabym się aż tak daleko... Gdzie mi tam do mistrza! Ale fakt, wygląda bardziej świeżo i mroźno.

I pomyśleć, że nieźle się napociłam przy malowaniu tego - zimowego przecież - pejzażu.

piątek, 17 czerwca 2011

Wróżka - THE END!

Nadeszła wiekopomna chwila!
...co prawda nadeszła już miesiąc temu, ale nie miałam sił opowiedzieć na tym na blogu.

Przede wszystkim, baaaaaardzo się namęczyłam, żeby doprowadzić moją rzeźbę do zadowalającego wyglądu. Po pierwsze, odlew udał się połowicznie - w połowie pięknie - bez bąbelków, gładko i doskonale, a w połowie fatalnie. Przed odlewem podzieliłam rzeźbę na trzy części (tj. korpus, ręka z jaszczurem oraz klapka do korpusu - ponieważ brzuch i nogi były puste i technologia wymagała zrobienia dziury, przez którą wlałby się szamot na formę negatywową), po odlewie okazało się, że części jest sześć, z czego jedną musiałam zrobić od początku (łeb gada się nie odlał - tak to już jest z gadami - wredne i złośliwe :P). Te wszystkie części trzeba było zespawać, a spawy wyczyścić - i to trwało wieczność... co najmniej 2-3 dni w każdym bądź razie ;P Z pilniczkami i Dremelem Marty, który spoczywa w pokoju, zajechany przez studentów rzeźby i przeze mnie :'(

Na prawdę - już myślałam, że nigdy nie skończę, a jednak stało się i w końcu mogę pokazać moje dzieło!



poniedziałek, 9 maja 2011

Japoneczki

Rozgrzebałam znowu moje japońskie papiery. Zrobiłam koleżance a urodziny zakładkę do książki w kształcie Japoneczki :D Niestety, w ferworze przygotowywania prezentu, zapakowałam zakładkę w papier, nie zrobiwszy zdjęć.

Wczoraj znowu mnie natchnęło i zrobiłam kolejne dwie zakładki :D Nie są jednak takie piękne, jak ta pierwsza. Do tych wczorajszych użyłam papierów drukowanych :P a ta prezentowa była z oryginalnego papieru japońskiego - czerwonego w niebieskie kwiatki ^_^ Drukowany papier ma to do siebie, że brak mu głębi kolorów i fakturki :P Niemniej zakładki wyszły nieźle.