Dla mnie to zawsze będzie ASP (Akademia Sztuk Pięknych), mimo iż w zeszłym roku przemianowano mą uczelnię na UA (Uniwersytet Artystyczny)... a dla mojego profesora rzeźby, to wciąż PWSSP (Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych)... natomiast Marta (w pracowni najważniejsza po profesorze) uważa, że to w ogóle NU (Niewidoczny Uniwersytet, czyli uczelnia magów ze Świata Dysku Terrego Prachetta) - tylko brak nam bibliotekarza-orangutana XD
Coś w tym jest... Pamiętam, że jak byłam na pierwszym roku, na dziedzińcu pasł się jednorożec... to znaczy, może się nie pasł, bo zresztą i tak był gipsowy, ale tam stał... A potem jeszcze pegazy z parady na Świętego Marcina... Raz widziałam kolesia, który na bagażniku roweru wywoził kościotrupa z pracowni rysunku anatomicznego XD Zapewne jechał tak z tym denatem przez całe miasto XD XD XD Nie da się zaprzeczyć - ta uczelnia ma swój klimat.
I moja kochana pracownia rzeźby profesora Petruka, też niemało się w ten klimat wpisuje... dzięki temu, co tam się wypisuje... na ścianach :D To wszystko dzieła Marty (po za słownikiem):
Oto, jak dba się o studentów zagranicznych :D
Słownik pierwszej pomocy rzeźbiarskiej :D
Wielce krzepiący tekst :D