niedziela, 17 kwietnia 2011

Kontuzjowałam się byłam :(

Nie mam pojęcia, jak to się stało? W sobotę rano obudziłam się CAŁKIEM zdrowa, po czym przeciągnęłam się, niczym leniwy kocur i stało się... Coś chrupnęło mi w szyi, skutkiem czego uziemiło mnie na cały weekend. W sobotę ledwo się ruszałam, dzisiaj jest nieco lepiej... Rano dokonałam wilkoczynu: wykąpałam się, a nawet umyłam włosy... po czym zaległam w łożu boleści aż do wieczora :P

Nie idę jutro do roboty - wysłałam smsa szefom i dostałam wielce pokrzepiającą wiadomość pod tytułem: Znowu zawaliłam przedświąteczną robotę i oczywiście wiedziałam, kiedy wysłać wiadomość :P Odpowiedziałam tylko: Mea culpa. XD Całe szczęście, że uciekam stamtąd :D

A tak wyglądam:

I need a hug...

17.04.2010 Update:
Diagnoza: naciągnięte więzadło :(
UWAGA! Przystojny masażysta i ocieplacz na szyjkę w jednym PILNIE poszukiwany!!!!! 

piątek, 15 kwietnia 2011

Kości zostały rzucone!

Czas na raport z rzeźby... Nie! Nic o wróżce (znowu) ale powoli idzie do przodu, tylko postępy są na razie kosmetyczne, więc nie ma sensu fotografować :P

Plakieta za to przygotowana jest do odlewu w metalu :) Zrobiłam dzisiaj odlew pozytywowy i oto rezultaty! Odlew udał się nadzwyczajnie, prawie żadnych dziur (czyli bąbelków powietrza w gipsie) :D

[Zdjęcia kiepskiej jakości, bo zapomniałam wziąć aparat i pstrykałam telefonem :P]

 Negatyw i pozytyw - pozytyw po prawej.

Tutaj lepiej widać, co jest wklęsłe, a co wypukłe.

Na koniec Marta postanowiła rzucić kości ku przestrodze niechlujnych studentów:


Ponieważ znam tylko jeden sposób, więc może zaryzykuję, żeby poznać inne XD Czego się nie robi dla wiedzy!

sobota, 9 kwietnia 2011

Uroki ASP... a właściwie to już UA...

Dla mnie to zawsze będzie ASP (Akademia Sztuk Pięknych), mimo iż w zeszłym roku przemianowano mą uczelnię na UA (Uniwersytet Artystyczny)... a dla mojego profesora rzeźby, to wciąż PWSSP (Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych)... natomiast Marta (w pracowni najważniejsza po profesorze) uważa, że to w ogóle NU (Niewidoczny Uniwersytet, czyli uczelnia magów ze Świata Dysku Terrego Prachetta) - tylko brak nam bibliotekarza-orangutana XD

Coś w tym jest... Pamiętam, że jak byłam na pierwszym roku, na dziedzińcu pasł się jednorożec... to znaczy, może się nie pasł, bo zresztą i tak był gipsowy, ale tam stał... A potem jeszcze pegazy z parady na Świętego Marcina... Raz widziałam kolesia, który na bagażniku roweru wywoził kościotrupa z pracowni rysunku anatomicznego XD Zapewne jechał tak z tym denatem przez całe miasto XD XD XD Nie da się zaprzeczyć - ta uczelnia ma swój klimat.

I moja kochana pracownia rzeźby profesora Petruka, też niemało się w ten klimat wpisuje... dzięki temu, co tam się wypisuje... na ścianach :D To wszystko dzieła Marty (po za słownikiem):



Oto, jak dba się o studentów zagranicznych :D

Słownik pierwszej pomocy rzeźbiarskiej :D

Wielce krzepiący tekst :D

Raport z rzeźby

No więc, jeśli chodzi o wróżkę, to tak jak pisałam wcześniej - chwilowo utknęła w miejscu. Za to ruszyła moja plakieta... którą zaczęłam grzebać (o zgrozo!!!) jakieś dwa lata temu. Skutkiem czego, plastelina (w której rzeźbiłam) zdążyła dosłownie zarosnąć kurzem, dlatego na zdjęciach wyszła nieco brudno :P Ale co tam!


Plakieta oświetlona pod różnymi kątami

W piątek udało mi się doprowadzić ją do końca i zrobić kolejny krok ku odlewowi w brązie, czyli zrobić negatyw gipsowy. Zdjęcia poniżej... To NAPRAWDĘ jest negatyw! To znaczy: to, co wydaje się wypukłe w rzeczywistości jest wklęsłe. Nie dajcie się zwieść iluzji fotografii ;P 

 Jak widać, to lustrzane odbicie plastelinowej plakiety.

Gips był jeszcze mokry, dlatego nie świeci bielą, za to wygląda pięknie i szlachetnie :)

I znów do porównania dwa różne oświetlenia.

sobota, 2 kwietnia 2011

A tymczasem...

Wróżka już drugi tydzień została na uczelni, a ja oczywiście nie wzięłam w piątek aparatu by uwiecznić postępy. No dobra - w tym tygodniu postępy są żadne, bo przyniosłam starą, zakurzoną, niedokończoną płaskorzeźbę (akcik ^_^) i cały dzień rzeźbiłam... włosy, co WCALE nie jest takie proste :P

Obiecuję... za tydzień zrobię fotki ;) ...a tymczasem...
A tymczasem przedstawiam koprodukcję japońsko-singapursko-polską XD To piosenka z anime "Komono no Souja Erin" przetłumaczona z japońskiego na angielski przez Akifumi (z Singapuru), a dalej na polski przeze mnie. Na filmiku napisy po japońsku (dla wielbicieli karaoke) oraz po polsku. Miłego słuchania :)

piątek, 18 marca 2011

Całkiem nowa wróżka na wiosnę

Wracam do rzeźby i wracam do wróżek :D Popełniłam w swym życiu już dwie takie panny - poniżej jedna z nich:

 Powstająca obecnie wróżka będzie nieco podobna w pozie do swej siostry:


A oto kadłubek XD, czyli rezultaty pracy z dzisiejszego dnia:




W tej chwili robię model w wosku (wosk pszczeli + parafina + kalafonia) kształtując go za pomocą rozgrzanych nad płomieniem... narzędzi dentystycznych XD Jakieś pytania?

Postaram się na bieżąco pokazywać rozwój rzeźby :)

Inari, czyli po prostu Liska

Kolejna laleczka z japońskiego papieru. Ta ma podwójną funkcję - jest urodzinową kartką dla pewnej Wróżki (prezentowana za zgodą obdarowanej), a jednocześnie jest dla niej prezentem :D Lubię kartki, które potem nie lądują w kartonie z korespondencją i które wyciąga się raz na dziesięć lat, żeby sobie powspominać...

Moja Liska nosi furisode - czyli kimono z długimi rękawami, odpowiednie dla młodych panien. Nie mam pojęcia, czy dobrze dobrałam wzór, ale kicham na to! Podobał mi się ten papier, poza tym korzystam z tego co mam!